08.11.2019  - 07.12.2019

Nepenthe / Wystawa zbiorowa

NEPENTHE

Artyści: Bogna Burska, Ivo Nikić, Agata Nowosielska, Marek Rachwalik, Monika Szpener, Andrzej Urbanowicz, Anna Witkowska

Kurator: Stanisław Ruksza

 

[…] dajcie mi nadmiar

I niech pragnienie od przesytu skona"

(William Szekspir, Wieczór Trzech Króli, tłum. Maciej Słomczyński)

 

Tytuł wystawy Nepenthe (tłum. „ten, który przegania smutek") zaczerpnięty został z nazwy greckiego napoju, opisanego po raz pierwszy w Odysei Homera, składającego się z opium rozpuszczonego w alkoholu. Ten środek do pozbywania się smutku staje się łącznikiem wizualnych opowieści
o zmysłowych przyjemnościach, potrzebie uwolnienia dopaminy. Afirmacja hedonizmu postawiona zostaje jako centralna kategoria organizowania rzeczywistości i wyobraźni, zwłaszcza wobec dzisiejszych wyzwań współczesności.

Wystawa rozpięta zostaje jako wizualny esej kuratorski nowych prac artystów (w większości stworzonych specjalnie na wystawę) wokół instynktów i emocji, traktując o: obsesyjnym nienasyceniu, nadmiarze obrazu, łasce snu, agrarno-libidalnym witalizmie, emocjonalnym rozedrganiu, szacunku dla kiczu i innych dróg poznania, żądzy narzucania rozkoszy i tortur, kolekcjonowaniu wrażeń, ale i - last but not least - o przemijaniu, które pojawia się, kiedy przyjemność zaczyna blednąć.

Równolegle do pokazanych prac współczesnych artystów zaprezentowane zostaną w dużym wyborze niepokazywane dotąd erotyczne prace z lat 80. legendarnego, nieżyjącego artysty psychodelicznego
i piewcy wyzwolonej seksualności i stymulatorów wyobraźni – Andrzeja Urbanowicza.

***

Pomysł na wystawę zrodził się z aktualnych poszukiwań kuratora źródeł alternatywnej wiedzy, odnowienia dawnych mitów, a także zagadkowych związków granicznych między seksualnością
i śmiercią.

W realizowanej w krakowskich mieszkaniach wystawie Dzieci szatana (2015) spoiwem była postać Lucyfera, zaczerpnięta z tekstów Stanisława Przybyszewskiego, dającego anarchiczną wiedzę. Na wystawie Nepenthe łącznikiem jest mit Dionizosa – archetyp życia niezniszczalnego i (paradoksalnie) nieziszczalnego.

Jednocześnie wystawa Nepenthe jest wyrazem uczucia dużego „wartościowstrętu", świadomego zapomnienia. Dziś wszyscy mówią o wartościach: politycy, księża, aktywiści z lewicy i prawicy, dziennikarze, aktorzy, bankierzy, kuratorzy oraz artyści. Podsycane lęki prawicowe i lewicowe znajdują swój wyraz w naiwności bądź hipokryzji uspokajania własnych sumień poprzez podpisywanie rozmaitych oświadczeń i deklaracji, z pozycji pewności własnej pozycji wiedzy i władzy. Artystyczny preaching (kaznodziejstwo) hula w najlepsze. Niewątpliwie żyjemy, jak zawsze, w czasach szczególnych, choć niegdyś życie wydawało się równie poważne, co dzisiaj. 

***

„[…] spotkamy się jeszcze w świecie, może w chwili, gdy zacznę odrywać wargi od pucharu życia. Tak przynajmniej zamierzam około trzydziestego roku. Ojciec nasz nie chce odrzucać pucharu dziś jeszcze, chce czerpać z niego do siedemdziesięciu lat. Ten stoi jak mur przy swoich pożądaniach, używanie to jego hasło, chociaż kto wie, czy po trzydziestu latach zostaje już co innego człowiekowi".

(Iwan Karamazow w Braciach Karamazow, tłum. Barbara Beaupré)

„Wiatry wieją bezlitośnie / Wielka fala ma świat zalać / Będzie pejzaż pusty rzewny / Czarna woda / Idzie wielka czarna woda" – niesie wieszcząca pieśń wydobywająca się z wideoinstalacji
Ani Witkowskiej. Świadomość nieuchronnego schyłku, życia na śmietnisku kultury i przesytu, góruje nad wystawą, jest wprowadzeniem do niej. W dionizyjskim nienasyceniu kryje się jednak niekłamana, wyzwalająca ulga, w stanie bez przeszłości i przyszłości, bez obietnicy sankcji bądź nagrody.

„Kim jest Dionizos? Bogiem urzeczenia i przerażenia, dzikości i błogiego wyzwolenia, bogiem szalonym, którego pojawienie się wprawia ludzi w obłęd, bogiem, który już przez samo poczęcie i narodziny oznajmia o tajemniczości i sprzeczności swej istoty" (Walter Otto, Dionizos). Homer precyzuje: „Bóg oszalały! Bóg, do którego istoty szaleństwo należy! Co przeżywali i widzieli ludzie, którym musiała się narzucać monstrualność tego wyobrażenia?". Wiedza na temat miejsca i struktury dionizyjskiego kultu jest, co zrozumiałe, najmniej uporządkowana.

Bezpośrednio do mitu Dionizosa odnoszą się prace Bogny Burskiej. Autorska technika cukrografii – matryc i odbitek przedstawiających starożytne przedstawienia mitu dionizyjskiego, zaczerpnięte
z pozostałości antycznych waz – Menady na mułach fallicznych przybywające na biesiadę, Miłosne igraszki mułów czy Dziewczę na huśtawce wskazuje na ulotne i kruche pragnienia. Słodkie, ale ulegające, podobnie jak matryce z cukru, szybkiej destrukcji.

Dla przyjemności tracimy głowę (Dziewczę na huśtawce). Dionizos odnosi nas też do kultu penisa.
W historii kultury fallus towarzyszy irracjonalnym reakcjom, w końcu - jak mówił Sofokles - posiadać penis to być „przykutym łańcuchem do szaleńca". Penis ma wpływ na psychikę. Monica Lewinsky, kiedy mówiła o erotycznych spotkaniach z Billem Clintonem, zauważyła: „On myślał tą drugą głową". Leonardo da Vinci z kolei pisał: „Penis ma wpływ na ludzką inteligencję, czasem zaś wykazuje nawet własną". Instalacja Elegia na małą śmierć Moniki Szpener łączy Erosa i Tanatosa, szaleństwo pożądania z zapowiedzią końca (zaspokojenia, wreszcie śmierci). Francuskie La petite mort (dosł. mała śmierć) odnosi do jednoczesnego uwolnienia jakiejś części z nas, przy jednoczesnej śmierci innej.

Krwioobieg i falliczne motywy odnajdziemy również w psychodelicznym malarstwie Ivo Nikicia. Gestyczne przedstawienia tworzą alternatywne, mocno erotyczne, wyrazy rzeczywistości, mogące wskazywać na mięsność i organiczność jako podstawową formę egzystencji i mocy. Odnoszą się też, podobnie jak instalacja Moniki Szpener Chów klatkowy, do orfickiego mitu. „Pozostawili tylko rozumne serce" - głosi jeden z tekstów orfickich. Serce jest łykowate i jest najmniej smaczną częścią mięsa, podczas spożywania ofiary często pozostawiano je z boku. „A przecież – pisze Karl Kerényi, badacz mitu dionizyjskiego - to właśnie serce było jądrem i spoiwem literackiej mitologii dionizyjskiej, skonstruowanej przy współudziale orfików. Pallas Atena wzięła je i zaniosła Zeusowi - ojcu, który sporządził z niego napój i dał go do wypicia Semele: tak Dionizos narodził się po raz drugi”.

Wiejskie Dionizje podkreśla z dumą w swojej postawie i sztuce Marek Rachwalik, korzystając obficie
z malarskich wątków psychodelii, ikonografii współczesnej wsi czy wreszcie black metalu, ujawniając agrarno-libidalny potencjał. „Tu nie ma – mówi artysta - miejsca dla słabych, dla wrażliwców
z alergiami, którzy podstawówkę przejechali na zwolnieniach z wuefu, a w dorosłym życiu wszędzie dojeżdżają taksówkami. Na koncercie metalowiec nabimbala łbem o scenę tak, żeby mu krwawił, i nie płacze. W młynie walczy tak, jakby chodziło o prawo do aborcji, albo nie ma tam czego szukać. Ta muzyka to wojna, sprzeciw wobec wszystkiego, co ludzkie i święte. Siekierka, brony i pochodnia do podpalania strzech wrogów, a potem delektowanie się lamentem ich kobiet jeszcze długo po zachodzie słońca. Taki właśnie jest metal. Mielcie baniami dla kozła, jakby miało nie być jutra, i do zobaczenia
w piekle!".

Agata Nowosielska w swoich najnowszych pracach malarskich odnosi się do przesady, campu, przerysowania i nadmiaru. Rozedrgane, gargantuiczne formy łączą niskie z wysokim. „Nepenthe to dla mnie furtka do psychodelicznego świata współczesnego quasi-baroku, to łączenie w treści wspomnień i doświadczeń jako obrazów z przeszłości, które mają moc oczyszczającą. Świat zdegenerowanego selfie, wykrzywionego jak Medusa Caravaggia" – komentuje artystka.

Dopełnienie wystawy stanowią Holenderskie historie Andrzeja Urbanowicza. Cykl niepokazywanych dotąd prac artysty z okresu nowojorskiego lat osiemdziesiątych. Łączy w nich ksero, grafikę
i malarstwo, tworząc wstęp do liturgii perwersji, zestawiając obrazy i symbolikę nobliwych przedstawień mieszczan, filozofii Wielkiej Kurtyzany i gry koloru malarstwa psychodelicznego, charakterystycznego dla jego płócien. Oddajmy głos artyście: 

„Z całą pewnością jestem pełen obsesji. Ja w ogóle mam taki charakter obsesyjny. Jak się czymś zajmuje, to bez umiaru. […] Istotne jest podejmowanie wyzwań niekoniecznie ważnych dla mainstreamu, ponieważ to one wyznaczą nowe spojrzenie. Dzisiejszy ogląd wpłynie na kształt przyszłości. Toteż nie interesują mnie perfekcjonizm i łatwa rozpoznawalność, zarówno w kontekście twórczości własnej, jak sztuki w ogóle. [...] Właściwie, to nawet cieszę się, gdy nazywają mnie kiczmanem. Dla mnie kicz to cudowny wykwit kultury ubogiej, kultury osób wykluczonych z kultury. Nie jest to jakaś nieudana część, odpad wysokiej kultury, lecz inna kultura, rządząca się odmiennymi priorytetami, które krytycy kiczu uparcie przedstawiają jako oczywiste błędy, grzechy względem kultury i sztuki. Tymczasem jest to nowe spojrzenie na rzeczywistość, odmienne od stanu zaślepienia ustępującymi paradygmatami […].

Bizarre, camp, sztuka zorientowana na spółkowanie z przejawami tego, co określane jest jako kicz, wychodzi naprzeciw nowym oczekiwaniom. Już wiemy, że nie musimy się umartwiać, to nikomu niepotrzebne. Nie trzeba się też troszczyć o czystość moralną, wystarczy przestrzegać godności ludzkiej [...]. Dla rzecznika poprawności artystycznej wszystko, co nie mieści się w przyjętym standardzie,
jest degeneracją [...].

Ludziom kultury na ogół trudno porzucić przeświadczenie o niezaprzeczalnej racji, którą posiadają. Chełpią się swoim rozumieniem procesów sztuki i dobrym smakiem, który jest prawie zawsze mainstreamowy, podszyty chrześcijańską koncepcją grzechu pierworodnego, skreślającego osobowość ludzką u samego jej zarania".

Umiejętność nazwania uśmierza jedynie niepokój. Pozostawmy zatem resztę nienazwanym
w emocjach wytwarzanych przez dzieła artystów i ich zestawienia. 

Wyborny trup będzie pił nowe wino!

Stanisław Ruksza